Strona główna
Światowy Dzień Młodzieży w Parafii
Caritas Parafialny Zespół
Ministranci
W obiektywie
Nabożeństwa
Schola Arka Szymona
Biuro parafialne
Budowa
Nasz Patron
- Życiorys
- Legendy
Modlitwy
Cmentarz - Regulamin
Komunikaty Kurialne
Ogłoszenia duszpasterskie
Z prasy
Nie do wiary
Nasz Patron

Na temat życia św. Szymona z Lipnicy zachowało się stosunkowo niewiele pewnych informacji. W tradycji ludowej natomiast przetrwały różne opowieści dotyczące dziecięcych lat Świętego.


Jak Szymon rozmawiał ze świętym z tryptyku
Jedną z nich jest legenda związana z tryptykiem w starym modrzewiowym kościółku na cmentarzu. Odkąd wystawiono w Lipnicy nową, murowaną świątynię, mało kto do niej zaglądał, Mały Szymek jednak lubił tam przychodzić, mógł bowiem głośno się modlić, nikomu nie przeszkadzając. Często klęczał przed tryptykiem z obrazem przedstawiający św. Leonarda opata w otoczeniu św. Floriana i św. Wawrzyńca. Pewnego razu stary kościółek mijał przypadkowy przechodzień, miejscowy mieszczanin. Bardzo się zdziwił, gdy z wnętrza dobiegły go odgłosy rozmowy. Zbliżył się i zajrzał do środka. Usłyszał, jak mały Szymon zwraca się do postaci na obrazie, mówiąc: „Święty Leonardzie! Proszę Pana Boga, żebym był wysłuchany! Ja tego tak pragnę!" A wtedy postać świętego wyraźnie się poruszyła i rozległy się słowa płynące od strony malowidła: „Bądź dobrej myśli... Pan cię wysłuchał!" Więcej już ów mieszczanin nic nie usłyszał. Legenda nie mówi, co Szymek chciał powiedzieć Panu Bogu.


Zgaszony Pożar
Jako kilkuletnie dziecko mały Szymuś musiał pomagać rodzicom w gospodarstwie; wysyłano go do pilnowania pasących się za miastem krów. W odróżnieniu od innych dzieci chłopiec nie uczestniczył w zabawach. Kiedyś śledząc wędrujące po niebie obłoki, spostrzegł szalejący w Lipnicy pożar. Zaalarmowane przez niego pozostałe dzieci chciały zaraz pobiec do swych domostw, lecz roztropny Szymek zatrzymał wszystkich mówiąc, że i tak miastu nie pomogą, a tymczasem bydło się rozproszy. Już lepiej będzie, jeśli się pomodlimy, aby Pan Bóg zgasił ten ogień" - powiedział Szymek i pierwszy ukląkł, by zacząć głośne odmawianie pacierza. Za jego przykładem zrobiły to też inne dzieci. Gdy zakończył modlitwę, wstał z kolan, wyciągnął rękę ku miastu i nakreślił znak krzyża. Wtedy nadleciał wicher i dmuchnął z taką siłą, że zadusił momentalnie płomienie pożaru. Wyglądało to jak zdmuchnięcie świecy.
Koledzy patrzyli oniemiali to na zabudowania uwolnione od ognia, to znów na Szymka. Gdy wrócili do domów, powiedzieli o niezwykłym zdarzeniu rodzicom. Ale kto dał wiarę tym dziecięcym opowieściom?


Dar serca
Rodzice Szymka zarabiali na życie m.in. wypiekiem chleba. Pewnego dnia matce Szymona sprzedającej pieczywo na targu dano znać, że mąż nagie się rozchorował, więc zostawiła chłopca na placu i pobiegła do domu. Chłopiec miał sam sprzedać towar. Czas jednak mijał, a nikt nie chciał kupić choćby jednego bochenka. Dziecko zaczęło się martwić, że nie wypełni polecenia matki.
W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pomysł, że warto byłoby podarować trochę chleba jakiemuś biedakowi. Przywołał więc pierwszego przechodzącego żebraka i dał mu bochenek za darmo. Po jakimś czasie nadeszła kobieta z trójką głodnych dzieci, więc dał im, znów za darmo, dwa bochenki. Zdał sobie wtedy sprawę z faktu, że sam nigdy nie chodził głodny, więc zaraz zaczął dziękować za to Panu Bogu.
Tymczasem przy ławie Szymka zaczęli pojawiać się następni biedacy, ^ a chłopiec każdemu ofiarowywał chleb nie oczekując zapłaty. Początkowo nawet nie zauważał, że kobiety na sąsiednich straganach naśmiewały się z jego dobroduszności. Gdy został mu już tylko jeden bochenek, do ławy zbliżył się sędziwy starzec, inny od wszystkich ludzi, jakich chłopiec do tej pory widywał. Było w nim coś niezwykłego, dostojnego. Starzec poprosił o chleb, a gdy go otrzymał, zapłacił stosowną należność i odszedł. To były jedyne pieniądze, które malec utargował tego dnia!
Wielce zmartwiony wrócił do domu spodziewając się ostrej reprymendy od rodziców. Istotnie matka i ojciec bardzo się gniewali. Kiedy jednak chłopiec wyjaśnił im, że rozdał chleb nie z lekkomyślności, lecz chcąc wspomóc ubogich, przestali go łajać. Zrezygnowana matka sięgnęła do sakiewki, by wziąć te drobniaki, które Szymek dostał za ostatni bochenek, l wtedy odkryła, że woreczek wypełniony jest wieloma monetami. Było ich dokładnie tyle, ile wart był wszystek chleb wystawiony tego dnia na sprzedaż!
Wieść o tym niezwykłym wydarzeniu szybko rozniosła się po całej Lipnicy. Ludzie mówili, że to chyba sam Pan Bóg pod postacią tajemniczego starca zapłacił za pieczywo rozdane z dobrego serca biedakom.

Czas młodości
Szymon urodził się w Lipnicy Murowanej koło Bochni (Małopolska) pomiędzy rokiem 1435 a 1440. Lipnica była wówczas miasteczkiem z prawami miejskimi, uzyskanymi w XIV w. za panowania Władysława Łokietka. Dzięki swojemu położeniu na szlaku handlowym, prowadzącym z Bochni przez Nowy Sącz na teren Węgier (dzisiejszej Słowacji), miasteczko to przeżywało w wieku XV znaczny rozkwit gospodarczy, który jednak nie trwał długo.
Ojciec Szymona, Grzegorz, najprawdopodobniej był średnio zamożnym piekarzem. Szymon od najmłodszych lat nie wykazywał zbyt wielkiej ochoty do beztroskich zabaw z rówieśnikami. Czysto opuszczał bawiące się dzieci i udawał się do kościoła, gdzie modlił się. Upodobał sobie modlitwy do Matki Bożej, którą czcił w sposób szczególny.
Szymon początkowo uczył się w szkole parafialnej w Lipnicy Murowanej, gdzie otrzymał podstawowe wykształcenie w zakresie czytania, pisania, katechizmu, ministrantury, śpiewu kościelnego oraz łaciny i rachunków. Był uczniem nadzwyczaj pilnym i sumiennym. To zdecydowało, że rodzice postanowili oddać syna na studia do Krakowa.
Studia na Akademii Krakowskiej rozpoczął w roku 1454. Wraz z nim zapisali się na studia w Akademii Krakowskiej Zbigniew z Oleśnicy, Jakub z Koniecpola - sławni i zasłużeni potem dla kraju. Szymon zamieszkał w jednej z krakowskich burs, które miały zarazem cel praktyczno-moralny. W bursach uczono się wspólnie przez powtarzanie materiału z wykładów, pod kierunkiem wyznaczonego profesora. Poza tym, ponieważ życie ówczesnych żaków krakowskich było często lekkomyślne i płoche, pełne wesołości, żartowi zabaw, dyscyplinowano ich poprzez surowe i twarde wychowywanie.
Szymon nie potrzebował i nie bał się takiego traktowania, gdyż pobożność i porządne wychowanie wyniesione z domu rodzinnego tu zaczęło się znakomicie pogłębiać i rozwijać. Szymon lubił samotność i modlitwę. Każdą wolną chwilę jej poświęcał.
W1457 r. ukończył fakultet sztuk wyzwolonych z tytułem bakałarza. Miał wówczas do wyboru dalsze studiowanie na jednym z wydziałów Akademii - teologicznym lub medycznym, ewentualnie pracę nauczyciela w szkolnictwie parafialnym. Wybrał zupełnie inną drogę, mianowicie życie klasztorne w nowo założonym konwencie Braci Mniejszych św. Franciszka z Asyżu pod Wawelem, nazwanym od wezwania kościoła św. Bernardyna ze Sieny - konwentem bernardynów.

Niezwykłe poruszenie duchowe
Na pierwsze lata 50. XV w. przypada pobyt w Krakowie i działalność kaznodziejska wielkiego kaznodziei pokutnego - św. Jana Kapistrana. Ten j eden z największych wówczas misjonarzy i kaznodziejów przybył do Krakowa na zaproszenie króla Kazimierza Jagiellończyka i kardynała Zbigniewa Oleśnickiego. Od końca sierpnia 1453 r. do połowy maja roku następnego głosił płomienne kazania na Rynku krakowskim, ponieważ żaden kościół nie mógł pomieścić słuchających go tłumów. Kazania swe głosił po łacinie, a tłumacz powtarzał jego nauki po polsku. Pod wpływem jego świętości, niezwykłej wymowy i licznych cudów wielu zmieniło swój dotychczasowy styl życia. Niektórzy poszli w ślady świętego i wstąpili do sprowadzonego przez niego do Polski Zakonu Braci Mniejszych, bernardynów. Duża grupa zakonników pochodziła ze środowiska uniwersyteckiego. Maciej z Miechowa podaje w 1521 r. liczbę ponad 100 osób, które wstąpiły wówczas do bernardynów, a jeszcze ok. 30 osób wstąpiło już po wyjeździe Jana Kapistrana z Polski (1454). Do nich należał także Szymon z Lipnicy.
Zakonnicy prowadzili życie nadzwyczaj surowe, pełne umartwień i przyjmowanych z prostotą codziennych niewygód, ujęte według następującego porządku:
- wcześnie rano wspólny brewiarz i modlitwy,
- godzinne rozważanie w milczeniu i skupieniu,
- poranna msza święta z udziałem całej klasztornej wspólnoty,
- posiłek, praca,
- obiad (poprzedzały i kończyły go modlitwy),
- praca popołudniowa,
- wieczerza, a po niej następowały długie modlitwy w kościele,
- o północy, po krótkim śnie odmawiano Jutrznię.
Czas przed i po wspólnym posiłku obiadowym zakonnicy przeznaczali na prace wynikające z ich różnorakich zaangażowań - a więc prac przygotowawczych kaznodziejów, lektorów, niekiedy wykładowców uniwersyteckich, a także wychowawców, skryptorów (przepisywaczy dzieł teologicznych), malarzy miniaturzystów, ogrodników, szewców, krawców i innych rzemieślników.
Oprócz codziennych obowiązków zakonnika, bracia kierowali się ogólnymi wytycznymi swojego założyciela, zawartymi w Regule franciszkańskiej. Przede wszystkim obowiązywało ścisłe ubóstwo. Bardzo dużą wagę przywiązywano do postów. Cenione było milczenie i samotność, jako jeden ze środków umartwienia.
Jak widać, Szymon wstąpił do zakonu o bardzo trudnej regule, o wysokim poziomie ascezy, gorliwości i surowości życia. Jednak ówczesne kroniki notują cały szereg zakonników, odznaczających się niezwykłą świątobliwością życia. Wśród nich byli bracia zmarli w opinii świętości: Bernard, Aleksy oraz Filip -mistrz Akademii Krakowskiej i przełożony konwentu na Stradomiu, dalej: Gabriel, Władysław oraz Stanisław z Chobrza, który wcześniej był profesorem Akademii Krakowskiej; Leonard z Sącza, mistrz uniwersytecki, gwardian krakowski, który wcześniej był (jako ksiądz diecezjalny) kaznodzieją katedralnym krakowskim; wreszcie Antoni z Radomska - teolog, doktor Sorbony i profesor Akademii Krakowskiej.

Szymon kaznodzieją krakowskim
Po wstąpieniu do zakonu Szymon odbył roczny nowicjat pod kierunkiem Krzysztofa z Yarisio - włoskiego brata mniejszego (obserwanta), towarzysza św. Jana Kapistrana, który nie wyjechał z Janem na Węgry, ale pozostał jako prowincjał wielonarodowej austriacko-czesko-polskiej prowincji, z siedzibą w Wiedniu. Po rocznym nowicjacie Szymon złożył profesję zakonną i studiował teologię w ramach przygotowania do święceń kapłańskich.
Około 1465 r. przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę duszpasterską. Pierwsze kroki skierował do Tarnowa, gdzie był przełożonym klasztoru. Jako gwardian brał udział w kapitule prowincjalnej w Krakowie w 1465 r. Funkcja przełożonego nie odpowiadała mu, dlatego po dwóch latach wrócił do Krakowa, by zostać kaznodzieją w konwencie krakowskim. Tu pozostał przez większą część swego życia. Zasłynął głównie jako świetny kaznodzieja. Kazań, które były na wysokim poziomie teologiczno-moralnym, chętnie słuchali studenci i profesorowie krakowskiej uczelni.
Urząd kaznodziei zajmował wówczas szczególnie zaszczytne miejsce. Godność tę powierzano tylko zakonnikom cieszącym się opinią dobrego życia zakonnego. Istniał nawet przepis, który zabraniał kaznodziei zajmować się jakąkolwiek inną pracą, aby mógł on dobrze przygotować się do głoszenia nauk. Nie mógł nawet spowiadać. Szymon w stylu swojego kaznodziejstwa, a nawet w modulacji głosu, jak również w stosowaniu zwrotów modlitewnych w trakcie kazań, naśladował św. Bernardyna ze Sieny i św. Jana Kapistrana, którego słyszał w młodości jako student Akademii Krakowskiej. I tak za ich przykładem powtarzał brat Szymon głośno po trzykroć: „Jezus, Jezus, Jezus!", a wierni włączali się odpowiadając tak samo. Tego rodzaju praktyka stosowana przez Szymona, nieznana wśród duchowieństwa poza zakonem bernardynów naraziła go na zarzuty ze strony kapituły katedralnej krakowskiej, że nadużywa imienia Jezus. Szymon potrafił wobec kapituły obronić swoje stanowisko i został zwolniony z wszelkich oskarżeń. Co więcej, został w późniejszym czasie, jako pierwszy wśród bernardynów, kaznodzieją katedralnym, po Pawle z Zatora, dominikaninie (zm. 1463). Popularność kaznodziejska brata Szymona wypływała również z jego mądrości. Gdy pewnego razu pewien brat z zakonu zapytał go: „Co należy czynić, by być dobrym kaznodzieją?", Szymon odpowiedział: „ora, labora, despera" - to znaczy: „módl się, pracuj i rozpaczaj." Ostatnie słowo ma oznaczać rozpaczanie nad własną siłą, aby kaznodzieja, mając gotowe kazanie nie ufał sobie, lecz Bożej opatrzności. Kazania Szymonowe były skuteczne. Ludzie zrywali z grzesznym życiem i jednoczyli się z Bogiem. Inni wstępowali do zakonów, aby tam dążyć do duchowej doskonałości.

Śmierć Szymona
Wiek XV był, jak piszą kronikarze, często nawiedzany był przez różne morowe zarazy (epidemie). Rozszerzały się one z wielką szybkością, gdyż leczenie było na bardzo niskim poziomie, a stan sanitarny domostw i ludności był zastraszająco niski. Ludność po przejściu takiej zarazy była zdziesiątkowana. Za życia Szymona takich morów było kilka. "W czasie jednego z nich musiał uchodzić z Krakowa król Kazimierz Jagiellończyk. Dziennie umierało od 40 do 50 ludzi. W czasie zarazy w 1482 r. Szymon nie opuścił Krakowa. Kilkakrotnie przeżywając zarazę, nazywał ją „Jubileuszem” i prosił Boga, aby pozwolił mu umrzeć właśnie w czasie jej trwania. Pragnienie Szymona wkrótce się spełniło. W oktawę święta Nawiedzenia Matki Bożej wygłosił kazanie, po którym zauważono na jego ciele pierwsze oznaki choroby - charakterystyczny, czerwony wrzód na lewej łopatce. Następnego dnia był już koloru czarnego. Szymon zaraził się podczas wyszukiwania chorych w ich domach i niesienia im pomocy. Choroba trwała zaledwie pięć dni. Pomimo otoczenia Szymona troskliwą opieką, choroba postępowała bardzo szybko naprzód. W szóstym dniu j ej trwania około godziny 15.00 zakończył życie. Było to w czwartek 18 lipca 1482 roku. W tym samym dniu odbył się pogrzeb brata Szymona - z powodu zarazy bardzo skromny, bez udziału wiernych, jedynie we wspólnocie braci zakonnych. Ciało Szymona spoczęło, zgodnie z ówczesnym zwyczajem zakonnym w kościele klasztornym pod ołtarzem, pomiędzy szczątkami braci Tymoteusza i Bernardyna (pierwsi należący do konwentu krakowskiego znani ze świątobliwego życia).
Taki jednak pogrzeb nie był zgodny z wolą brata Szymona. Przed śmiercią zobowiązał on brata infirmarza do pogrzebania jego ciała pod progiem kościelnym. Brat jednak o tym zobowiązaniu zapomniał. Kiedy brat przypomniał sobie te fakty, było już za późno - ciało Szymona spoczywało już w godnym dla niego miejscu, otoczone czcią współbraci i mieszkańców Krakowa.
Analiza życia wewnętrznego brata Szymona dowodzi w ostatecznym wyniku, że uzyskał on duchową doskonałość, czyli świętość. Wypełniała ona całe jego życie. W przeciwieństwie do ludzi przeciętnych, brat Szymon oddał Bogu wszystko. Bóg był dla niego centrum życia, do którego odnosił wszystkie swoje myśli i czyny. Świętość brata Szymona cechuje:
- silna wola, będąca motorem życia wewnętrznego;
- męstwo, dzięki któremu dzielnie znosił przeszkody i trudności;
- praca, dzięki której zdobywał doskonałość.
Szymon z Lipnicy jest typem świętego z czasów średniowiecza, który musiał odznaczać się zrozumieniem zasadniczych przeciwieństw: Bóg-świat, nadprzyrodzoność - powszedniość. Świętym mógł być ten, kto zdecydowanie stanął po stronie Boga, usuwając się ze świata, życia zewnętrznego, życia przyrodzonego. Był on, podobnie jak św. Franciszek, człowiekiem oddanym modlitwie i pracy dla dobra bliźniego. Dla tej miłości poświęcił przecież swoje życic, ratując chorym braciom życie i dusze. W świętości swej Szymon podobny jest do św. Bernardyna. Życie obydwu cechowało skupienie i wewnętrzna koncentracja, umiłowanie samotności, modlitwy i czystości. Obaj byli znakomitymi kaznodziejami, w związku z czym doznali nieraz upokorzeń, obaj zmarli podczas szalejącej zarazy. Życie brata Szymona pokazuje jak należy żyć, aby zdobyć doskonałość, wskazując zarazem środki, jakie do niej wiodą - silne, rzeczywiste pragnienie dobra, wola, męstwo i ustawiczna praca.

Świętość i kult Szymona
Wieść o śmierci brata Szymona rozeszła się szybko po mieście. W niedługim czasie po niej nastąpiły pierwsze uzdrowienia za Jego przyczyną. Pewna kobieta opiekująca się chorymi w szpitalu podczas epidemii, widząc trzech kleryków bliskich śmierci poleciła ich opiece Świętego. Gdy w krótkim czasie powrócili do zdrowia, udali się do grobu Szymona, by podziękować za otrzymaną łaskę. Wiadomość o tym wydarzeniu rozeszła się szybko. Ludzie dotknięci ciężką chorobą z ufnością zwracali się do Szymona o wstawiennictwo do Boga. Do końca 1982 roku zaprotokołowano 151 takich łask. Wśród nadzwyczajnych łask, zdziałanych za przyczyną Szymona, najstarsze źródła wymieniają w sześciu przypadkach przywrócenie do życia zmarłych (1483-1487). W XVII w. zaczęto urzędowe starania o zatwierdzenie kultu, zakończone beatyfikacją Szymona z Lipnicy 24 lutego 1685 r. Z tej racji wyszły niebawem dekrety Kongregacji Obrzędów zezwalające na mszę św. i oficjum brewiarzowe o bł. Szymonie w całej Polsce. Wielką uroczystość beatyfikacyjną zakończyła uroczysta procesja z relikwiami Szymona - z Katedry na Wawelu na Rynek, do kościoła Mariackiego, a stąd ulicą Grodzką do odbudowanego już wówczas kościoła św. Bernardyna, do osobnej bocznej kaplicy bł. Szymona. Relikwie wcześniej od 1655 roku znajdowały się w Katedrze, dokąd zostały przeniesione z obawy przed zbliżającymi się do Krakowa Szwedami.
Wiadomo, że król Jan III Sobieski, jadąc na odsiecz Wiednia (1683), wstąpił do Krakowa i modlił się w Katedrze na Wawelu u grobu św. Stanisława, a następnie przed relikwiami Szymona.
Starania o kanonizację rozpoczęto oficjalnie w latach 70. XVIII w. za panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Osobna uchwała sejmowa z 1776 r. postulowała przyspieszenie kanonizacji bł. Szymona z Lipnicy. W tym samym roku król Stanisław August skierował pismo do Stolicy Apostolskiej w tej sprawie. Dalsze starania w sprawie kanonizacji zostały jednak zahamowane trudnościami politycznymi Polski, które przedłużały się aż do końca II wojny światowej w wieku XX.
Pomimo tych trudności żywy kult bł. Szymona w Krakowie i Lipnicy Murowanej nie ustawał, co stało się podstawą starań o wznowienie sprawy (reasumptio causae}. Dekretem Kongregacji Obrzędów z 23 czerwca 1948 r. proces kanonizacyjny został wznowiony, aczkolwiek lata 50. i utrudnione kontakty ze Stolicą Apostolską znów go odroczyły. Proces kanonizacyjny na szczeblu diecezjalnym ukończono 19 sierpnia 2000 r. Konsultorzy historycy, współpracujący z Kongregacją do Spraw Świętych w Rzymie wraz z relatorem generalnym sprawy (prowadzącym ją z ramienia Kongregacji), o. Ambrożym Eszerem OP, zatwierdzili w 2005 r. dokumentację o heroiczności cnót (Positio de virtutibus) bł. Szymona, a w roku następnym (2006) lekarze eksperci, działający przy tejże Kongregacji przeprowadzili nostryfikację cudu kanonizacyjnego. Było to cudowne uzdrowienie w 1943 r. Mani Piątek, farmaceutki zamieszkałej w Krakowie, chorej na zator mózgowy, sparaliżowanej i pozbawionej mowy. Ojciec Święty Benedykt XVI wyznaczył datę kanonizacji bł. Szymona z Lipnicy na dzień 3 czerwca 2007 r.
Ważnymi ośrodkami kultu św. Szymona są Kraków i Lipnica Murowana. Rodzinna miejscowość św. Szymona jest szczególnym miejscem. Tu od samego początku powstania kultu uważano go za świętego i swojego szczególnego patrona. W trudnych dla Lipnicy momentach jej mieszkańcy uciekali się o pomoc do swego Rodaka, a ten, jak mówi historia, ratował i ochraniał ich od niebezpieczeństw.
Około roku 1650 Stanisław Lubomirski wybudował w Lipnicy Murowanej, na miejscu domu rodzinnego św. Szymona, niewielki murowany kościółek. W 1913 r. wybudowano na lipnickim rynku okazały pomnik, górujący nad całą okolicą, z postacią św. Szymona. Ręka uniesiona ku górze symbolizuje jego kaznodziejskie życie. Przy tym pomniku gromadzą się wierni, szczególnie w lipcu, aby modlić się i śpiewać pieśni do św. Szymona.

Oprac. na podst. M. Chaberka, Św. Szymon z Lipnicy


         •  Życiorys 
         •  Legendy 

Powered by Agencja VSP